Po co się w ogóle uczyć angielskiego – czyli cudze znajcie, swoje chwalcie

biebrza-i-narew-lotnicze

Na zdjęciu: Biebrza i Narew z lotu ptaka. To zdjęcie nie jest tu tylko dlatego,  że jest ładne :).

Prawdopodobnie niewiele osób zadaje sobie to pytanie, bo odpowiedź wydaje się być oczywista: angielski jest potrzebny żeby dostać dobrą pracę, żeby się dogadać za granicą, żeby się poruszać po internecie.

Te odpowiedzi są prawdziwe, ale są też bardzo ogólne, a więc nie osobiste. A jeśli nie są osobiste, nie identyfikujesz się z nimi i nie wpływają one na Ciebie, nie pobudzają Cię do działania. Nie sprawiają, że czujesz ekscytację i ciekawość.

Ja, jako osoba, która zawodowo pomaga ludziom uczyć się angielskiego, bardzo potrzebowałam odpowiedzieć sobie na pytanie: PO CO JA UCZĘ ANGIELSKIEGO? Nie zadowalały mnie powierzchowne odpowiedzi, które powtarzałam sobie od lat, jak np. „bo to jest ludziom potrzebne”.

Nie. Potrzebowałam odpowiedzi, która rezonowałaby ze mną i z moimi wartościami na głębokim poziomie. Odpowiedzi, którą czułabym całą sobą, która dodawałaby mi energii w momentach zwątpienia, które (bez wątpienia) zdarzają się każdemu.

I kiedy jechałam wczoraj autobusem i oglądałam za oknem piękne Podlasie, a to bardzo często działa na mnie inspirująco, przyszła mi do głowy odpowiedź. Pomyślałam o tym, jak wielki potencjał tkwi w nas, Polakach, i jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Oraz w jakich niezwykłych, pełnych możliwości czasach żyjemy. Im lepiej poznaję inne kultury, tym bardziej widzę i ten potencjał w nas, i te możliwości, które są właściwie na wyciągnięcie ręki.

Związek między możliwościami rozwoju a nauką angielskiego (i innych języków) wydaje się, znów, oczywisty. Ja jednak zachęcam, by kopać głębiej i nie zadowalać się ogólnikami. Dla każdego/każdej z Was odpowiedź będzie inna. Ja chciałabym skupić się na jednym aspekcie możliwości rozwoju, który mnie osobiście pasjonuje najbardziej: internecie.

W dzisiejszych czasach internet to przestrzeń, w której wciąż jest dużo wolności. Jest to przestrzeń porozumiewania się, wymiany informacji i materialnych przedmiotów. Umożliwia rzeczy, o których twórcy internetu nie mieli pojęcia – bo taki jest właśnie geniusz ludzkiej kreatywności – niezależnie od okoliczności, ludzie korzystają z dostępnych zasobów, by coraz lepiej zaspokajać potrzeby swoje, swoich bliskich i innych ludzi, których, w przypadku internetu, nawet osobiście nie znają. Mogłabym jeszcze długo rozwodzić się nad cudownością internetu, ale przejdę do sedna – internet jest w większości po angielsku. Nikogo chyba tym faktem nie zaskoczyłam, ale zastanów się proszę przez chwilę, jakie to ma konsekwencje?

To znaczy, na przykład, że do czegokolwiek używasz internetu po polsku, istnieje spora szansa, że to samo (artykuły, filmy, sklepy, fora, itd.) znajdziesz po angielsku. Ale po co w takim razie szukać po angielsku? Bo jest całkiem prawdopodobne, że to, co znajdziesz będzie: bardziej dopasowane do Twoich potrzeb (bo jest większa różnorodność) i lepsze jakościowo (bo, być może, dana branża w Polsce dopiero raczkuje).

Nie będę tutaj wymieniać, do czego Ci się może przydać język angielski w internecie, bo chyba życia by mi na to nie starczyło. Przytoczę za to parę przykładów z mojego osobistego doświadczenia, być może któryś z nich Cię zainspiruje.

Kocham muzykę, więc czytam artykuły o artystach i płytach na anglojęzycznej Wikipedii. Jest ich dużo więcej i są nieporównanie bardziej szczegółowe niż te z Wikipedii polskojęzycznej (no, z wyjątkiem polskich artystów zapewne).

Kocham amerykańskie seriale (ostatnio Modern Family), oglądam je na przykład na YouTube, dzięki znajomości angielskiego rozumiem żarty słowne.

Kocham słowa, śledzę piękne cytaty na Word Porn.

Życząc wielu zachwytów, ahoj!

P.S. Jeśli jeszcze nie widzieliście, polecam serdecznie niezwykły film „Cząstka Podlasia”. Urzekające zdjęcia, bijący z ekranu szacunek dla każdego człowieka, bez względu na religię czy pochodzenie. I to wszystko bez słów. Czysta poezja obrazu. Po tym filmie poczułam jeszcze większą miłość i szacunek do naszego kraju (choć nie mówię, że ta miłość jest łatwa :)).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *